Kochani,
Listopad jest miesiącem szczególnym. Jako jedyny miesiąc w roku ucieleśnia mistrzowską wibrację liczby 11. W numerologii 11-ka jest uważana za liczbę przebudzenia. To energetyczny portal otwierający na wyższą, metafizyczną świadomość i duchowy wzrost. To brama Wniebowstąpienia.
Miesiąc zaczął się z przytupem: otwarciem portalu 1:11 i nowiem Księżyca w Skorpionie. Zaglądanie w ciemność i wydobywanie mrocznych historii i aspektów psychiki, ukrytych w najgłębszym cieniu podświadomości to skorpionie przyjemności. Nów je jeszcze podbił. Jednocześnie 1:11 to otwarcie Pierwszej z trzech listopadowych Bram Mocy. Spojrzenie na te wyparte części siebie i przyjęcie ich pozwala odzyskać ukrytą w nich moc. Ta Brama przypominała o istnieniu wolnej woli i możliwości dokonywania wyboru, by tworzyć nową rzeczywistość dla siebie i na Ziemi. Bramy świadomej mocy przynoszą pomoc i wsparcie tym z nas , którzy wybrali ścieżkę Wzniesienia i znajdują się już na innej linii czasowej. Działają jak międzywymiarowe portale w których dochodzi do zestrojenia boskich energii.
Listopad przynosi reset, przeprogramowanie, wyostrzenie zmysłów i wzmocnienie intuicji, a także zmiany na poziomie ciała. Wysokie częstotliwości nadal przenikają do jego komórek, a system przechodzi z fazy kalibracji do aktywacji. Ta ekscytująca, nowa energia dla Ziemi zaprasza możliwość zmiany, bezwysiłkową manifestację i obfite błogosławieństwa.
Kolejny listopadowy portal aktywuje się 11:11 jako Brama Jedności i Wzniesienia. Jej energie aktywują ustalone wcześniej intencje, wzmacniają doświadczenie wyższej jaźni i połączenie ze Źródłem miłości w Jedności. To, co czyni ten czas wyjątkowym, to to, że coraz więcej z nas zdaje sobie sprawę z połączeń istniejących pomiędzy nami wszystkimi. Będąc na ścieżce Wzniesienia, możesz odczuwać więcej nadziei, zaufania i wiary, w pewności, ze jesteś prowadzona/y przez wyższe siły światła, by stworzyć zgodność z celem duszy.
Listopad jest czasem na połączenie się ze sferą duchową i odkrywanie nieznanego. Łącząc w sobie polaryzacje pomiędzy tym co fizyczne i co duchowe, tym co ludzkie i tym, co boskie stwarzasz szansę na rozwój i nowe doświadczenia. Budowanie i wzmacnianie miłości do siebie i panowania nad sobą, by wybierać miłość w każdym aspekcie swojego życia to kluczowe wątki w tym miesiącu. Pod koniec miesiąca czeka Cię nagroda: możesz poczuć się jak nowa wersja siebie o podwyższonej częstotliwości.
I tu dochodzimy do ostatniego jedenastkowego portalu 29 listopada, który jest tez początkiem znaku Wężownika i bramą przejścia z 12 do 13. W międzyczasie Pluton po kilkutygodniowym powrocie do Koziorożca już na dobre kotwiczy w Wodniku, gdzie pozostanie przez najbliższych 500 lat.
W tym czasie będę w mojej świętej podróży do Peru szlakiem Andyjskich Mistrzów. Co ciekawe, termin wyjazdu nieplanowanie przesunął się właśnie w taki sposób, bym mogła być nad Jeziorem Titicaca właśnie w tym czasie…
Na mojej ścieżce w Bramie 1:11 stanęła bogini Kali. Po raz drugi w tym roku zawitała do mnie i stanowczo zażądała mojej uwagi. Kiedy rano wyciągnęłam z jej talii kartę Mahakali, poczułam, że mam się stawić na spotkanie z nią. Przyszedł czas na odkładane od kilku tygodni tantryczne praktyki, dedykowane Bogini. Potem odkryłam, że był o dzień dedykowany bogini Kali w hinduskiej celebracji Diwali – święta światła. Przeszłam głęboki, intensywny i bardzo intymny proces, w którym pozwoliłam sobie w pełni doświadczyć potężnej, niszczycielskiej, dzikiej i gwałtownej energii Kali w sobie. Kiedy przyjęłam i utrzymałam je w sobie, Kali odsłoniła przede mną swoje serce, przepełnione bezwarunkową, nieskończoną miłością. Najbardziej kochające serce Matki, jakie kiedykolwiek mogłam poczuć… Z wyrafinowanym okrucieństwem pozbawiła mnie ciała, żeby zabrać mnie do bezkresnej świadomości. A na zakończenie naszego spotkania wypełniła moje ciało swoją energią, pozwalając mi ją ucieleśnić. Jak bardzo tęskniłam za tym zjednoczeniem… Za tym poczuciem dzikiej, miłującej mocy, wykraczającej poza moje ego, które Kali zjadła na kolację. Poza moje ciało…
To ona dodaje mi odwagi, by wyruszyć do Peru. W kolejną podróż, na którą nie zebrała się grupa. Gdzie nie mam wynagrodzenia za moją pracę i muszę za nią duuużo zapłacić. W podróż życia. Ona dodaje mi odwagi, by wybierać miłość, pomimo wszystkich lęków, które jest w stanie wygenerować mój umysł. Pośród starych energii zapisanych w pamięci komórkowej, które wciąż jeszcze jest w stanie odpalić moje ciało. W jej ramionach poddaję się nieznanemu każdego dnia. Ona niesie mnie przez zgliszcza mojego dawnego życia. Przez chaos codzienności i turbulencje życia. Poprze skurcze porodowe i zwątpienie kryzysu 7-go centymetra. Ku nowemu, niewiadomemu. Ona stoi za mną, gdy trzymam przestrzeń. Wielka Czarna Matka.
Potężna lekcja pokory i poddania.
Wdzięczność…
Ona może nieść też Ciebie.
Jeśli potrzebujesz, jestem tu dla Ciebie, by Cię do niej zaprowadzić.
Z miłością,
Muni Lion Rosalia

