Tytuł: Poluzuj uścisk i pokłoń się swojej wewnętrznej świątyni

Kochani,

Nadeszło lato, słońce wysoko i długo stoi na niebie, obdarzając nas swoim światłem, ciepłem i życiodajną Praną. Nastał czas wakacji, festiwali i podróży…

Kocham podróże! Podróżowałam od lutego do maja i Przesilenie Letnie też planowałam spędzić w podróży, na ukochanym Gozo. Jakże się cieszyłam na powrót do tej ziemi, która jest moim drugim domem… Na chwile spędzone z razem w miejscach mocy z ludźmi, dla których będę przewodniczką… Uwielbiam to! Grupa nie mogła się zawiązać, więc zaproponowałam, że wzorem poprzedniej spędzimy trzy dni razem wędrując po wyspach, bym mogła pozostałe trzy dni prowadzić sesje. To pozwoliłoby mi pokryć koszty. Późnym wieczorem na dzień przed wyjazdem do Wrocławia na drugą rocznicę śmierci Taty zapadła decyzja: jedziemy! Poczułam radość i ekscytację. Następnego dnia rano odebrałam wiadomość od jednej z uczestniczek, że jednak rezygnuje z wyjazdu. Napisała o 3.00 nad ranem… Musiałam poinformować pozostałe kobiety, że odwołuję podróż, która i tak była już na finansowej krawędzi.  Rozczarowanie i uczucie zawodu wbiły się jak szpila w moje serce. Jak dalej ufać ludziom, gdy wystawiają mnie na takie próby? Jak wierzyć, że Wszechświat mnie wspiera? A może to nie jest ścieżka mojej Dharmy..? Zwątpienie drążyło moje wnętrze.

Nie wiem, jak Ciebie, ale mnie czerwiec rozhuśtał. Od radosnej, ekstatycznej ekscytacji do smutnej, bolesnej bezsilności. Zatrzymał mnie i zmusił do poddania…

Kilka dni później, siedząc w ciszy  podczas tantrycznego warsztatu Fioletowej Tary, dla mnie zamykającego cały cykl sześciu Tar, spotkałam się ponownie z tymi uczuciami. Obrazy ostatnich tygodni życia Taty wciąż pojawiały się pod zamkniętymi powiekami. Wraz z dotkliwym bólem niemocy, gdy nie mogłam mu pomóc w jego cierpieniu… Mój zwykle spokojny i łatwo zapadający w pustkę umysł podsuwał kolejne sceny. Jedynym, co było w stanie przywrócić mnie do Obecności, był powolny, wypływający z wnętrza ruch w porannej medytacji Tandava. Oczy tantrycznej Siostry siedzącej na przeciwko mnie i jej Obecność budziły mnie do Obecności. Powoli zaczynało do mnie docierać, jak bardzo byłam oddzielona od emocji w tamtym czasie. Zobaczyłam to w szamańskiej podróży w koncentrycznych kręgach. Jak bardzo utknęłam w Źródle odprowadzając duszę Taty, gdy trzeba było być człowiekiem… Emocje, których nie dopuściłam wtedy do świadomości żyły w podświadomości i wracały do mnie wiele razy w ciągu ostatnich dwóch lat. Życie aranżowało różne sytuacje, by mnie do nich zbliżyć. Bym je wreszcie przyjęła, otworzyła serce i pozwoliła, by miłość i współczucie popłynęły nie tylko do Taty z tamtego czasu, ale też do mnie samej… Kolejne spotkanie i kolejne siostrzane oczy. Wspólna medytacja i wzajemny masaż Tandava uwolniły mnie z zaklętego kręgu, sprowadzając miłość do każdej komórki mojego ciała i resetując jej pamięć czułą, kochającą Obecnością… Medytacja Śmiechu, gdy wszystkie tarzałyśmy się w radosnych konwulsjach przyniosła mi wyzwolenie. Powróciłam do Połączenia i odnalazłam Jedność… Wszystkie razem byłyśmy tam jak jeden wielki ekstatycznie Śmiejący się Budda! I wtedy przypomniałam sobie, że moją intencją na ten warsztat było wyzwolenie i śmiech. Przypomniałam sobie, że figurkę śmiejącego się Buddy przywiozłam z Besakih, najstarszej świątyni na Bali. 

Śmiech, moja ukochana medycyna! Przypomina mi, że to wszystko, to wielki kosmiczny żart. Cierpienie też jest grą ego, dzięki której ono udowadnia, że istnieje. :Tantra zabiera Cię na krańce polaryzacji, od bólu agonii do ekstazy. Byś mogła/mógł je przekroczyć i dotknąć Prawdy. Jedno z czterech Wielkich Buddyjskich Ślubowań, które wiele razy powtarzałam przed praktyką na odosobnieniach zen wiele lat temu brzmi: „Niezliczone są bramy Prawdy. Ślubuję je wszystkie przekroczyć”.

Te doświadczenia skłoniły mnie do codziennej praktyki medytacji Tandavy. Zainspirowały do powołania do życia Urban Women Temple, przestrzeni dzielenia się z kobietami na co dzień tym, co mnie wyzwoliło i sprowadziło do Domu. Co karmi moją duszę i wzbogaca moje serce.

Dokądkolwiek zabrał Ciebie czerwiec, poluzuj uścisk. Cokolwiek, czego nie chcesz puścić, czego trzymasz się kurczowo, bo boisz się utracić, trzyma Cię w uzależnieniu. Opierasz się naturalnemu rytmowi tego kim jesteś, opierasz się naturalnemu przepływowi życia. Często to, czego tak uparcie się trzymamy maskuje to, co w nas najwrażliwsze – tę przestrzeń, którą boimy się pozostawić pustą, której strzeżemy i do której nie wpuszczamy łaski. Czego tak kurczowo się trzymasz, bojąc się, że pustki, która po tym pozostanie nie wypełni nic nowego? Zostałeś/aś wezwany/na, by znaleźć w sobie odwagę i poluzować uścisk, by zaufać i puścić kontrolę. By wyłączyć stare programy radzenia sobie i rozwiązywania problemów i pozostawić przestrzeń, którą będzie mogła wypełnić Boskość. By ofiarować wszystko to, co odczuwasz jako trudne boskiej Obecności. 

Wiedz, że lipiec niesie nowe, pełne mocy energie. Przed nami Brama Syriusza od 2-7 lipca oraz druga po czerwcowej pełnia w Koziorożcu. Potężne wibracje, jakich doświadczymy w tym miesiącu przyniosą głębokie oczyszczenie, transformację i uwolnienie. Syriusz w wielu tradycjach jest uważany za nasze Duchowe Słońce. Jego wysokie wibracje wyostrzają zmysły, wzmacniając zdolności parapsychiczne. Inspirują, by mierzyć wysoko i wspierają manifestacje. Ten moment służy medytacji, oczyszczaniu swojego pola energetycznego i wyznaczaniu intencji. Twoje życie to płótno, a Ty jesteś jego artystą/ką. Twoja obecna chwila jest owocem Twoich myśli, przekonań i uczuć z przeszłości. Także tych nieświadomych. Twoje obecne myśli i emocje determinują Twoją przyszłość. Weź odpowiedzialność za swoją zdolność do kreacji i manifestacji. Jakie życie pragniesz stworzyć dla siebie na przyszłość? Dostrój swoje myśli, wyobrażenia, uczucia i działanie do odpowiadających mu wibracji. Do jakiego aktu twórczego zostałeś wezwany? Nadaj mu barwy swoich myśli, wizji i uczuć. Nów Księżyca w Raku 5 lipca przypomni Ci, że nigdy nie jest za późno, by zacząć, nawet nie mając żadnego doświadczenia. Złagodzi niepokój, zatroszczy się o Twoje wnętrze  i naładuje Cię swoją pozytywną energią, by poczynić ważne kroki i ustanowić intencje na najbliższe miesiące. Wszystko, czego potrzebujesz, to otwarte serce i umysł, czucie energii i Boskiej Obecności, oddanie i codzienne konsekwentne działanie. Wchodząc w stan oddania odkrywasz, że płyniesz w nurcie wszelkiego życia. 11 lipca Wenus wkroczy do Lwa, by dać Ci wiele powodów do radości i wydobyć Twoje wewnętrzne piękno. Pełnia Księżyca w Koziorożcu 21 lipca wezwie Cię do porzucenia rzeczy, które blokują Twój prawdziwy potencjał. Wyzwalając się od lęków czy ograniczających przekonań, zostaniesz naładowana/y siłą, by przezwyciężyć trudne wyzwania. 22 lipca, w dniu święta Marii Magdaleny, Słońce przechodzi z wrażliwego Raka do kreatywnego i przebojowego Lwa. To czas ożywienia, w którym poczujesz pasję i nowe inspiracje. Być może ostatnio byłaś/eś nieco wytrącony/a z równowagi, czując, że moc która sprawia, że podejmujesz działanie uległa osłabieniu lub rozproszeniu? Sezon Lwa wezwie Cię, by skierować swoją uwagę w głąb siebie, ku inteligencji swojego serca i podążać za swoim wewnętrznym kompasem. By pokłonić się z szacunkiem swojej wewnętrznej świątyni. Poświęć chwilę na ponowne połączenie się z prawdą w samym środku swojego serca. Skieruj spojrzenie w głąb, głębiej, jeszcze głębiej. By dedykować swoje życie temu, co jest CI najdroższe, By zatracić się w potędze tego, co najbardziej karmi Twoją duszę i wzbogaca Twoje serce. By przeżywać życie w zgodzie właśnie z tym, a nie z tym co myślą i mówią inni.

By uczynić swoje życie jedną wielką poruszającą modlitwą artysty.

Z miłością i wdzięcznością,

Muni Lion Rosalia

Przewijanie do góry